czwartek, 12 czerwca 2014

Lizbona

Wczoraj Św. Wincenty i klify wpadające prosto do oceanu. Dla Lali koszmar bo wiatr chciał nam głowy urwać, jednak spędziliśmy tam noc z małą pomocą ślubnego Ballantajsa:) Dzisiaj Lizbona trochę łażenia, ale gorąco, jedziemy dalej.Codziennie głaszczemy i chwalimy samochodzik, że jest taki dobry dla nas i nie robi nam aż tak wielkich niespodzianek.
 Nie chce się wsiadać do auta, odkładamy to jak się da, bo od teraz nasza droga zmienia kierunek z zachodu na wschód.
.

 



1 komentarz:

  1. Ciekawe relacje i piękne zdjęcia ,aż chce się tam być.

    OdpowiedzUsuń