Wczoraj Św. Wincenty i klify wpadające prosto do oceanu. Dla Lali
koszmar bo wiatr chciał nam głowy urwać, jednak spędziliśmy tam noc z
małą pomocą ślubnego Ballantajsa:) Dzisiaj Lizbona trochę łażenia, ale
gorąco, jedziemy dalej.Codziennie głaszczemy i chwalimy samochodzik, że jest taki dobry dla nas i nie robi nam aż tak wielkich niespodzianek.
Nie chce się wsiadać do auta, odkładamy to jak się da, bo od teraz nasza droga zmienia kierunek z zachodu na wschód.
.
Ciekawe relacje i piękne zdjęcia ,aż chce się tam być.
OdpowiedzUsuń